Pewnego dna zauważyłam, że mieszkam w przepięknym ogrodzie...
Co tak mnie przejęło? Otóż to, że kolor nieba nade mną był taki sam, jak kolor wody.
Poza tym skonstatowałam, że jak przepatruję sobie piórka, ten kolor nie znika.
Oprócz tego, spostrzegłam i to, że niebo pochmurne oznacza wodę pochmurną.
To był mój pierwszy w życiu wniosek: 'Wszystko zależy od nieba'.
Potem przyszedł czas na złudzenia, ale jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to były właśnie złudzenia:
Woda miała miejscami kolor biały, a niebo nadal było niebieskie.
Woda zielona wcale mnie nie dziwiła. To był zawsze zwykły, szary dzień.
Tak samo, jak woda w ciapki.
Zwyczajny, szary dzień.
Zwyczajny, szary dzień II.
Zwyczajny, szary dzień III.
Z większej odległości wyglądało to tak:
Te białe kwiatuszki były urodą tego ogrodu, już zanim zauważyłam, że był on przepiękny.
Ukrywały je różnorodne liście: cienkie i długie, okrągłe i pół klapnięte, a także byle jakie.
Suche listki nie były śmieciami, ale akcentem.
Kiedy paliło słońce, mogłam się chować do cienia.