Decyzje to skutek, owoc pewnego rodzaju umiejętności, która jest możliwa do wykorzystania w warunkach osobistej wolności. Decyzje się podejmuje, decyzja zapada. Po decyzji można oczekiwać jakiejś zmiany lub czasem braku zmiany. Decyzja wynika z przemyśleń, z wagi za i przeciw, a podejmuje się ją na jakimś wyraźnym odcinku czasu, nawet jeśli dzieje się to bardzo szybko. Nie można uznać braku wolności przy podejmowaniu decyzji, czyli uznać jakiegoś skutku jakiegoś czynu za wyłącznie atawistyczne reagowanie pozbawione namysłu a w związku z tym także i decyzji tylko dlatego, że ktoś jakąś bardzo ważną decyzję podjął szybko. Nie można dlatego, że byłoby to wielką krzywdą zarówno dla ludzi zupełnie zwykłych, ale nawet dla bohaterów i odmową uznania ich za ludzi (za podmioty zdarzeń) w chwilach jakiś bardzo dużych zagrożeń. Ratować życie własne lub cudze, albo i własne, i cudze, to właśnie decydować w chwilach krytycznie trudnych.
Różowy Brzuszek
Rok Jubileuszowy o Nadziei,
Decyzje w sporach
Odróżnienie spontanicznego reagowania od decydowania może być sposobem na świadome zarządzanie własną decyzją w sytuacjach jakiegoś sporu. Chodzi oczywiście o spory poważne, gdyż w inne nie ma sensu się aż tyle angażować. Drobne nieporozumienia przemijają jak wiosenne burze i mało kto się tym przejmuje (niektórzy słusznie się przejmują tym, że nie ma burz wtedy, gdy na pewno powinny wystąpić, bo taka jest gdzieś normalność). Jak odróżnić jedno od drugiego? Najlepiej chyba korzystając z osobistego doświadczenia sporów, które udało się szczęśliwie zażegnać, w czasie gdy sporu nie ma. Refleksja nad tym co się wydarzyło pozwala przygotować się na nowe podobne wydarzenie (nie można założyć, że po jednym jakimś sporze już się nigdy nie wydarzy żaden kolejny, gdyż byłoby to niemądre; można natomiast oczekiwać, że następny spór będzie łagodniejszy od poprzedniego, jeśli chcemy spory w końcu zupełnie przezwyciężyć). Żeby mieć większe szanse w sporze, potrzeba więc uznać konieczność prowadzenia własnej osobowości w taki sposób, żeby w chwilach nieporozumień wciąż dysponowała możliwością podejmowania wolnych decyzji. Tak naprawdę to dotyczy nawet ugody, gdyż człowiek wolny ma prawo nie chcieć ugody lub chcieć podjąć własną decyzję co do ugody. Jednak mediacje są taką formą przezwyciężania sporów, w których obie strony powinny być przygotowane przez wcześniejsze podjęcie własnej decyzji co do ugody: „Mamy poważny spór, ale na pewno chcemy się dogadać”. O tym jakiego typu konfliktów dotyczyć może mediacja można przeczytać w krótkich artykułach na stronie poświęconej mediacjom win win. Wiedza o takich mediacjach jest bez wątpienia jedną z lepszych metod przygotowywania się do decydowania w wolności w czasie przebiegu jakiegoś sporu.
Maskotka ProEkologiczna
Rok Jubileuszowy o Nadziei,
Decyzje co do dzieci
Decyzje co do dzieci proste zdarzają się tylko w młodości. Młoda kobieta zazwyczaj jest tego pewna: „Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości: chcę szczęśliwie wyjść za mąż, a następnie wychować dwoje, a jeśli się uda, to i troje dzieci”. Potem, z biegiem życia i życiowych doświadczeń sprawa się zazwyczaj komplikuje. Jedno udało się począć dopiero po dziesięciu latach trudnych badań i ogromnych starań. Drugie czy w ogóle się zdarzy, że zaistnieje, nie wiadomo, ale przecież trzeba przynajmniej próbować, żeby to jedno nie było potem samo. Na trzecie może już naprawdę nie wystarczyć sił. To jeden przykład. Inny byłby taki: Niektórzy na początku bardzo szczęśliwi małżonkowie dowiadują się nagle, że nie poczną swojego maleństwa wcale, bo naprawdę się nie da. „To może adopcja?” Tak, chyba tylko to, ale jeszcze nie w tym roku (trzeba umiejętnie przeboleć tę stratę, żeby za jakiś czas przyjąć dzieci osierocone i stać się dla nich zastępczym, ale przecież wspaniałym i ojcem, i matką). Trzeci przypadek: Niektórzy bezpłodni idą na duchową katorgę, rozwodzą się i postanawiają już zawsze żyć sami, żeby chociaż to drugie założyło za jakiś czas jednak szczęśliwą rodzinę. Hm... Ale przecież nie zawsze bezpłodność oznacza totalną życiową katastrofę, którą trzeba jakoś przeżyć, żeby potem w ogóle dało się jakoś w miarę szczęśliwie dalej żyć. Tak, dlatego, że na własną płodność można też spojrzeć od strony duchowej, czyli mniej więcej w taki sposób: „Czy na pewno dobrze rozpoznałam wolę Bożą co do mojej życiowej drogi? A może się upieram i na siłę chcę być tym, kim może jednak być nie powinnam, gdyż Pan Bóg naprawdę ma dla mnie inne plany?” Warto sobie w chwili życiowego przełomu zadać takie pytania, bo może rzeczywiście chodzić o inną życiową drogę, niż na początku się wydawało. Powołanie do życia konsekrowanego nie jest brakiem pragnienia posiadania dzieci, ale koniecznością zmierzenia się z prawdą na ten temat i inną możliwością ukierunkowania tych najważniejszych życiowych pragnień. O życiu konsekrowanym można coś poczytać na stronie także content marketingowej, w całości poświęconej właśnie takiej możliwości. Laetarianie, bo ich jest ta strona, o której teraz wspominam, to dzieci duchowe, wymyślone i... wymodlone. Taka duchowa proteza, jeśli ktoś woli (lub – mówiąc inaczej – modlitwa za jakieś bardzo konkretne dusze czyśćcowe, która o tyle jest niebezpieczna, o ile może za jakiś czas rzeczywiście zaowocować takim zgromadzeniem). Jak widać, decyzje co do dzieci, mogą być więc przeróżne, ale łatwe one są tylko jak się ma dwadzieścia lat.
Maskotka Proekologiczna
Rok Jubileuszowy o Nadziei,
Decyzje dające życie
„By ułatwić rozpowszechnianie środków «przechwytujących», twierdzi się niekiedy, że mechanizm ich działania nie jest wystarczająco znany. Prawdą jest, że nie zawsze dysponuje się pełną wiedzą na temat mechanizmów działania stosowanych środków farmakologicznych, ale badania doświadczalne wykazują, że z pewnością ich skutkiem jest uniemożliwienie implantacji, nawet jeśli nie oznacza to, że środki przechwytujące powodują aborcję za każdym razem, gdy się je stosuje, również dlatego, że nie zawsze po stosunku płciowym dochodzi do zapłodnienia. Trzeba jednak zaznaczyć, że u osoby, która chce uniemożliwość implantację embrionu, który ewentualnie został poczęty i w tym celu prosi o tego rodzaju środki farmakologiczne, bądź je przepisuje, w ogólnym nastawieniu występuje zamiar aborcji”.
Kongregacja Nauki Wiary, Instrukcja 'Dignitas personae' dotycząca niektórych problemów bioetycznych, Poznań 2008, s. 28.
Jeśli nie było świadomości, nie było też zamiaru popełnienia aborcji. Nie chodzi tu jednak o brak wiedzy naukowej, lecz o osobistą decyzję dotyczącą własnego czynu. Pytanie brzmi: czy osoba, która zamierza przyjąć taki środek, liczy się z tym, że jeśli w jej łonie byłby poczęty człowiek, to dojdzie do jego zabójstwa? Czy też sytuacja wygląda inaczej: jest ona przekonana, że środek działa jak hormonalna bariera, uniemożliwiająca zapłodnienie — bo tak została pouczona przez osobę, której zaufała.
W tej drugiej sytuacji nie ma aborcji, choć mogło dojść do przerwania bardzo wczesnej ciąży. Jeśli mechanizm działania faktycznie nie jest znany, istnieje ryzyko, że środki te nie działają jak hormonalna „prezerwatywa”, lecz powodują przerwanie ciąży.
Jednym przykładem decyzji dającej życie jest więc decyzja na „tak” dla życia ludzkiego już poczętego, bez względu na okoliczności poczęcia — czyli decyzja, by nigdy, ale to nigdy, nie sięgać po tego typu środek. Drugim przykładem jest decyzja, by na tyle zrozumieć siebie i okoliczności zaistniałej tragedii, aby wiedzieć z całą pewnością, co się wydarzyło. Może czyn został popełniony w szoku po innej tragedii, albo w zniewoleniu — np. pod wpływem hipnozy. Wtedy nie popełniła go kobieta, która przyjęła środek, lecz człowiek, który doprowadził ją do tego ruchu jej ciała, jeśli zamierzał w ten sposób dokonać aborcji. A może nikt nie popełnił aborcji, a jedynie zaistniało potworne ryzyko, bo nikt nie zdawał sobie sprawy, że to środek aborcyjny. W takim przypadku nie było zamiaru.
Może też nie było w ogóle ciąży — ale tego nie da się sprawdzić. Dlatego trzeba w sumieniu domniemywać własną winę i możliwość zaistnienia ciąży, dosłownie „na wszelki wypadek”. Tylko takie domniemanie pozwala prosić o zdjęcie ekskomuniki za aborcję. W tego typu sytuacjach bezpieczniej jest uznać siebie winnym.